Opiszę na tym blogu kilka ostatnich lat mojego życia, począwszy od pełnoletności, aż do momentu rezygnacji.
Inaczej sobie wyobrażałem wejście w dorosłe życie, niż to wyglądało w moim przypadku.
Kupa długów, kłopoty z prawem, brak oparcia... Świetnie, pomyślałem pełen wiary w swój talent - będzie więcej murów do przeskoczenia. Tak, też minęło siedem lat, mury urosły jeszcze większe, a ja..... ja już nie mam sił by się na nie wdrapywać.
Zacznę od początku.
W dorosłe życie wszedłem z pomocą kuzyna, który usilnie starał się udowodnić, że to co mam, to co mogę mieć zależy tylko odemnie. Z początku nie wierzyłem w to, aczkolwiek gdy szastał on kasą na lewo i prawo, wciąż tkwiąc w utwierdzeniu, że to wszystko zawdzięcza zmienieniu się na lepsze, postanowiłem przyjżeć się temu bliżej, a on postanowił zostać moim "mentorem", jeśli tak można to nazwać.
Zmiana sposobu myślenia, przyszła oczywiście z USA, bo przecież Polak by nic równie głupiego nie wymyślił. A zaczęło się to wciągnięciem w międzynarodowy biznes telekomunikacyjny (MLM) - ACN.
Kuzyn zaoferował ten "cudowny biznes bez możliwości straty", w którym rzekomo zarabiał grube tysiące. Jako, że licencja kosztowała ponad tysiąc złotych, wraz z tą propozycją dostałem kolejną propozycję wzięcia kredytu, z którego spłatą miałem nie mieć problemu, bo członek rodziny zaoferował pomoc w rozmnożeniu reszty gotówki, a brzmiało to tak " weź większy kredyt, a pomogę ci inwestować resztę i sam się spłaci".
Szczęśliwy, że mam taką dobrą rodzinę pobiegłem po kredyt (na lewe zaświadczenia od kuzyna), i kilka chwil później skokami, popędziłem do niego przekazać mu kilka tysięcy (na licencje ACN oraz reinwestyce).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz